czwartek, 6 września 2012

TrekBuddy, dokąd zmierzasz?

Zapewne część z Was (a może nawet większość) zna program TrekBuddy. To był jeden z pierwszych programów dla GPS jaki zainstalowałem na swoim telefonie. Było to jakieś cztery lata temu, TrekBuddy był napisany w Javie 2 ME (Micro Edition), a telefonem był Sony Ericsson K550i, skądinąd bardzo przyzwoity telefonik. Wspaniały świat turystycznej nawigacji odkrywałem z pomocą tego programu, oczywiście nazwa mojego  "ZumiBuddy" jest inspirowana tymże softem...

Mijały lata, zmieniłem telefon na SE C702 z wbudowanym GPS, TrekBuddy po raz kolejny się sprawdził. Potem nastąpiła era Androida i Motorola Defy. Jakże się ucieszyłem gdy zobaczyłem TrekBuddy'ego w "Android Store" (Google Play tak się wtedy nazywał). Oczywiście zaraz go zainstalowałem i zacząłem używać, stary dobry Trek...

No właśnie, i tu jest GPS pogrzebany... TrekBuddy w ciągu tych czterech lat niewiele się zmienił. Owszem, wychodzą kolejne wersje z poprawionymi błędami i dodanymi mini-ficzerami (no bo jak nazwać bajer typu "nawigacja bez mapy")?

Niestety tempo zmian jest ślimacze, a świat biegnie dalej...

Zacząć trzeba od tego, że TrekBuddy'ego na Androidzie obsługuje się koszmarnie. Coś co było dobre dla telefoników z klawiaturką, na dotykowym ekranie jest bez sensu. Owszem, przesiadając się na nowy telefon czułem się jak w domu, ale żeby trafiać w "wirtualne klawisze" których nie widać na ekranie? Kruch, zrób coś z tym (mowa oczywiście o autorze TrekBuddego)! Inne wady? Toporna obsługa punktów (waypoints), brak obracania mapy, brak uzyskiwania pozycji z czegokolwiek innego niż GPS (jak np. GSM).
Oczywiście podstawowe funkcje program spełnia znakomicie (jak już złapie fixa), jak nagrywanie śladów, obsługa różnych map itp.

Ponieważ wady coraz bardziej dawały mi się we znaki, postanowiłem rozejrzeć się za czymś innym, no i znalazłem... to cudo nazywa się Locus. Dopóki go nie zainstalowałem (w wersji darmowej) i nie zobaczyłem, nie widziałem przepaści która dzieli TrekBuddego od współczesnego softu...

Zalety Locusa? Obsługa stworzona do ekranu dotykowego, mapy on-line (OSM i inne) i off-line w formacie TrekBuddy (!!), uzyskiwanie pozycji z BTS'ów i WiFi, super wygodna obsługa punktów (waypointów), integracja z Google Maps i nawigacją i wiele wiele innych. Po prostu Locus miażdży TrekBuddego w każdej kwestii, nawet będąc w niepełnej wersji darmowej.
Tak więc w krótkim czasie TrekBuddy skasowałem ze swojego telefonu i kupiłem pełną wersję Locusa (dobrze wydane 30zł). Locusa używałem już wiele razy w terenie, po prostu inny świat!

Podsumowując, szczerze życzę autorowi TrekBuddy'ego (hi Kruch) żeby wziął się roboty :) Może wróci jeszcze moment kiedy TB zainstaluję ponownie na swoim telefonie.
Nie piszę tego posta żeby zakomunikować Wam że porzucam ZumiBuddy'ego, o nie! Sam używam mapy ściągniętej z mapGo razem z Locusem, działa świetnie. Mało tego, na dniach możecie spodziewać się nowej, znacznie szybszej wersji, pozdrawiam!

1 komentarz:

  1. TrekBuddy używam dopiero od roku więc moja perspektywa jest krótsza, na pewno w porównaniu do innych nowych softów stał się dosyć kostyczny ale ma coś w sobie takiego że długo jeszcze będzie gościł w moim telefonie. Być może autora TrekBuddy do jego rozwoju zdopingowała by jego komercjalizacja.

    Przedwczoraj robiłem aktualizację atlasu Polski z mapami turystycznymi w Twoim Zumibuddy, mam nadzieję że nie porzucisz rozwoju tej świetnej aplikacji.

    OdpowiedzUsuń